I tu cudowne zaskoczenie – pomysł prosty, a zarazem genialny: kolejne części grane przez innego wiolonczelistę, wspólna część finalna. Pięć osobistych, bardzo chwilami intymnych relacji z tym poruszającym arcydziełem. Żadnych wielkich gestów. Muzyka doskonała, absolutna i bezbronna zarazem – tak dziś zabrzmiał geniusz z Lipska.
Druga część koncertu rozmigotana brzmieniem i emocjami. Było liryczne wytchnienie, był żart i błyskotliwy popis wirtuozerii, była tęsknota, pasja i namiętność, dotyk nieba i ból zagubionej duszy.
To, co zachwycało najbardziej, poza doskonałymi wykonaniami – to szczerość, z jaką muzycy opowiadali swoje historie. Każdy oddychał muzyką w swoim rytmie, razem tworzyli spójną, poruszającą całość.
Wiolonczela przemówiła dziś prawdziwie ludzkim głosem, ze wszechmiar pięknie.
Drodzy Wiolonczeliści – BRAVO, BRAVISSIMO!!!!